O autorze
Z wykształcenia doktor nauk humanistycznych, historyk, kulturoznawca, literaturoznawca, pedagog. Z zamiłowania obserwatorka kultury i życia społecznego, badaczka współczesnego i dawnego savoir-vivre’u i współautorka profilu Elegantia.pl

Nasze emocje kształtują rzeczywistość

Wszystko zaczyna się w naszej głowie. Nasze emocje budują rzeczywistość naszą i otaczających nas ludzi. Okoliczności obiektywnie korzystne - mogą zmienić w porażkę, natomiast trudne - pozwalają kontrolować i rozegrać na swoją korzyść. Wszystko zależy od tego, jakie motywy i postawy przypiszemy innym i jak racjonalnie ocenimy sytuację.

Późnym wieczorem wychodzimy z dworca. Jesteśmy przyzwyczajeni, że przed budynkiem stoi rząd taksówek. Wsiadamy więc do najbliższej. Już mamy odjeżdżać, gdy drzwi otwiera zdenerwowany i agresywny facet, krzyczący, że to on zamówił tę taksówkę. Dla nas nie ma problemu, możemy się przesiąść. Ale on nie słucha. Krzyczy na kierowcę, po czym biegnie w kierunku dworca odgrażając się, że wystosuje skargę. Przyjaciel pobiegł za nim przepraszając i tłumacząc zaistniałą pomyłkę… Ale nic już to nie dało. Agresor jednoznacznie dał się ponieść emocjom i uznał, że zarówno my jak i kierowca mamy złe intencje. Odjechaliśmy. Chwilkę później wykręciłam numer do korporacji taxi, aby wyjaśnić sytuację i uspokoić kierowcę, podałam swoje nazwisko i numer telefonu, tak na wszelki wypadek. Krewki furiat zdążył już jednak zadzwonić przede mną, denerwując bogu ducha winną panią dyspozytorkę…



Bilans: zamiast odzyskania taksówki i miłego, żartobliwego rozwiązania problemu, nerwus wprowadził w zakłopotanie rodzinę i zdenerwował co najmniej cztery inne osoby… stracił czas i energię, a jego działania i tak nie przyniosły żadnych skutków, ponieważ nawet odwet, w postaci agresywnej telefonicznej skargi został zneutralizowany. Pozostały tylko negatywne emocje.

Sytuacja druga. Stoję w aptece. Kolejka niebotyczna. Ludzie ledwo mieszczą się w środku. Większość kicha i kaszle. Niektórzy wyglądają na porządnie chorych. W kącie, przy stoliczku, rozrabia znudzone, kilkuletnie dziecko. A na końcu kolejki, przy samych drzwiach, stoją dwie starsze panie, głośno rozmawiające o chorobach, niemalejącej kolejce i cenie leków. Nagle drzwi się otwierają i staje w nich wysoki energiczny mężczyzna. Głośno mówi „dzień dobry”, po czym informuje, że w aucie zostawił chore dziecko, dlatego zaparkował przy samym wejściu i bardzo prosi, by go przepuścić. Gdzieś z kolejki padło nieśmiałe „proszę”. Mężczyzna raz jeszcze upewnia się, „czy naprawdę wszyscy Państwo zgodzą się na moją prośbę”? Jest spokojny, wiarygodny, grzeczny i przyjazny. Tym razem już odpowiada mu głośne, niemal chóralne „tak”, potwierdzone przez dwie panie na końcu kolejki uznające, że „skoro tył się zgadza, to cała kolejka się zgadza”. Mężczyzna serdecznie dziękuje za współpracę i wyrozumiałość i…, co wydaje się niemal niewiarygodne z proszącym uśmiechem dodaje, by w trakcie kiedy on będzie kupował, zerkać na jego samochód, czy wszystko w porządku… W tym momencie atmosfera w aptece zmienia się radykalnie. Wszyscy mają poczucie, że właśnie zrobili dobry uczynek. Mimowolnie kierują spojrzenia w stronę samochodu, a dwie starsze panie stają przodem do okna i głośno rozmawiają jak to czasem trudno i trzeba pomagać, bo kiedy dziecko jest chore…

Bilans: mężczyzna nie tylko szybko załatwił swoją sprawę, ale też na chwilkę rozluźnił napiętą atmosferę w aptece wprowadzając poczucie międzyludzkiej solidarności.

To, co myślimy, ma ogromy wpływ na to, jak się zachowujemy. Nasz stosunek do ludzi i ich intencji - które przecież tylko możemy zakładać - decyduje o naszym oglądzie sytuacji. Nie zawsze musimy panować nad emocjami innych jak w tym drugim przypadku. Czasem wystarczy zapanować nad swoimi, by móc racjonalnie ocenić sytuację, a to przecież podstawa działania celowego i skutecznego.
Trwa ładowanie komentarzy...