O autorze
Z wykształcenia doktor nauk humanistycznych, historyk, kulturoznawca, literaturoznawca, pedagog. Z zamiłowania obserwatorka kultury i życia społecznego, badaczka współczesnego i dawnego savoir-vivre’u i współautorka profilu Elegantia.pl

Polityka musi być skuteczna.

Europa nas nie kocha. Silne państwa próbują straszyć żonglerką funduszy strukturalnych. Cóż… Taka jest polityka. A w polityce trzeba grać tak, by wygrać. To, że w ogóle mówmy o Polsce jest, efektem zrozumienie tej zasady. Dopiero gdy Piłsudski i Dmowski poszli po rozum do głowy i stworzyli jeden front zewnętrzny ponad podziałami, państwo polskie mogło stać się faktem…

Wygraliśmy, czy przegraliśmy? Jesteśmy państwem izolowanym, czy traktowanym podmiotowo? Odpowiedź zależy od opcji politycznej. I w gruncie rzeczy w chwili obecnej nie ma już większego znaczenia. Oczywiście na potrzeby polityki wewnętrznej będziemy jeszcze przez wiele tygodni bić pianę politycznej debaty, utwierdzając się w swoich poglądach i wzmagając wewnętrzne podziały.

Polski rząd wrócił z Brukseli zniesmaczony tym, że nie przestrzega się tam zasad, które uważa za podstawowe. Podjął nawet próby nakłaniania innych delegacji do zmiany sposobu myślenia. Nadaremnie. I nie było by w tym w sumie niczego dziwnego, gdyby nie konieczność prowadzenia tego samego dyskursu wewnątrz państwa. Oto lider partii rządzącej w płomiennym wystąpieniu atakuje ten sam brak zasad wewnątrz swojego państwa. W jaki więc sposób chcemy nakłonić inne kraje europejskie do naszej racji stanu, skoro nie jest ona nawet podzielana przez nas samych?

Chcemy wyzwalać Europę z „zakłamania” i znowu stawać się mesjaszem narodów, odwołując się do XIX wiecznego hasła „Za wolność naszą i waszą…” Namiętnie budujemy polską mitologię opartą o walki narodowowyzwoleńcze i postaci żołnierzy wyklętych. Epatujemy symbolami, maszerujemy i modlimy się o „Wolną Polskę”. Tylko dlatego, że zaprezentowała odmienne zdanie, witamy biało-czerwonymi, kwiatami niczym bohaterów delegację rządową, która wzięła udział w standardowym, zwyczajnym posiedzeniu wpisanym w jej codzienne obowiązki. No i tak kotłujemy się na tym naszym wewnętrznym podwórku…

Pytanie brzmi tylko czy jesteśmy skuteczni, czy to są działania, które przyniosą wymierne, pozytywne efekty, bo to że Europa nas nie lubi, to nic nowego. W polityce nie ma sentymentów, są tylko interesy. Albo się coś opłaca, albo nie. Jeśli coś jest zgodne z naszymi interesami, to o to walczymy, jeśli to tylko sentyment to wyrażamy ubolewanie, klepiemy po plecach i… przechodzimy do innych interesów. Dlatego w polityce trzeba być silnym, czasem bez względu na własne przekonania. A jeżeli chcemy by ktoś w imię jakiejś idei zrezygnował z wymiernych korzyści to musimy być mocarzami…

Po pierwszej wojnie światowej Europa też nas nie kochała. Wielka Brytania sceptycznie podchodziła do polskich ambicji niepodległościowych. Anglicy byli zdania, że Polacy mając swoje państwo nie potrafili nim zarządzać, zaś Francja która odnosiła się z sympatią do Polaków, też raczej widziała Polskę jako jedną z prowincji Rosji, która zdawała się być jeszcze w czasie wojny wartościowym sojusznikiem. Dopiero wybuch rewolucji bolszewickiej w 1917 roku zmienił tę optykę patrzenia.

Sytuację wykorzystali polscy politycy. Zwalczający się do tej pory lewicowy Piłsudski i prawicowy Dmowski musieli podjąć współpracę. Piłsudski był dla państw europejskich elementem niepewnym. W Polsce był charyzmatycznym przywódcą, jednak politykom europejskim jawił się raczej jako watażka, amatorski generał i socjalista, złodziej napadający na pociągi, podobny bardziej do bolszewików, niż do zachodnich mężów stanu. Dmowski był natomiast stabilnym graczem politycznym, znanym i cenionym na zachodnich salonach, ale brakowało mu tej iskry niezbędnej do przejęcia władzy w odradzającym się kraju. Połączenie tych dwóch silnych osobowości przyniosło dopiero rezultat. Piłsudski zgodził się na kierowanie przez Dmowskiego polską delegacją na konferencji pokojowej. Dmowski więc korzystając ze swej erudycji budował pozycję Polski na arenie międzynarodowej, jak chociażby wtedy, kiedy przez blisko pięć godzin idiomatyczną francuszczyzną przerywaną czasem angielskim tłumaczeniem, wyjaśniał Radzie Dziesięciu powody, dla których powstanie niepodległej Polski jest konieczne.

Czasem kompromisy bywają trudne, ale polityka musi być przede wszystkim skuteczna. Nieskuteczna polityka to przegrana polityka i nie pomoże tutaj żadne symboliczne zaklinanie rzeczywistości. Możemy oczywiście ogłosić żałobę narodową i przywdziać patriotyczną biżuterię w postaci tej, czy innej broszki. Możemy obrażać się i głośno krzyczeć, możemy też ujawniać zakulisowe uszczypliwości tego czy innego polityka. Ale to nie ma znaczenia. Bo polityka musi przynosić wymierne efekty, a jak jest robiona… to już Otto von Bismarck stwierdził, że lepiej by ludzie tego nie widzieli…
Trwa ładowanie komentarzy...